Sol Iustitiae

Zgodnie z tradycją, Trybunał Koronny w Lublinie rozpatrywał sprawy ad occasum Solis (do zachodu Słońca). Twierdzenie to stanowiło swego rodzaju konwencję, gdyż zwykle rozchodzono się wcześniej. Niemniej warto pamiętać, że praktyka polegająca na sprawowaniu sądów za dnia ma długą i bogatą tradycję. Ikonografia chrześcijańska niejednokrotnie ukazywała Chrystusa jako sprawiedliwego sędziego, któremu przydawano atrybuty właśnie o charakterze solarnym. Motyw ten utrwalił się pod nazwą Sol Iustitiae (Słońce Sprawiedliwości). „I wzejdzie wam, bojących się imienia mego, Słońce Sprawiedliwości” – napisano w Starym Testamencie.

Albrecht Dürer jest autorem jednego z najsłynniejszych przedstawień Chrystusa występującego roli sędziego. Na miedziorycie powstałym w Norymberdze około 1499 r. widać męską postać zasiadającą na lwie, która w obu dłoniach dzierży atrybuty Sprawiedliwości. Wyobrażenie to w zauważalny sposób odbiega od popularnych wówczas wyobrażeń Jezusa i to bynajmniej nie tylko dlatego, że bohater przedstawienia został przez artystę gładko ogolony. Ciekawy efekt udało się artyście osiągnąć dzięki umiejętnemu połączeniu motywów boskich z tymi, które tradycyjnie wiążą się z wymiarem sprawiedliwości. Aureola bez wątpienia należy do pierwszych. Płonący wzrok (tak nawiasem, niezwykle rzadki motyw w sztuce) w pewnym sensie również („płomieniem swym nie spali sprawiedliwych” powiada księga Syracha), choć w wymiarze sądowym wiąże się także z fragmentem Apokalipsy św. Jana, w której oczy Najwyższego Sędziego są „jak płomień ognisty”. Znaczenia miecza i wagi nie trzeba objaśniać, ale warto wspomnieć, że lew może być kojarzony zarówno z Chrystusem („Oto zwyciężył lew z pokolenia Judy, potomek Dawida” – Apokalipsa), jak i sądami i sądownictwem. Nogi Chrystusa są skrzyżowane w sposób charakterystyczny dla średniowiecznych władców i sędziów, których liczne wizerunki zachowały się w rękopisach i w starodrukach.

Z czasem nie tylko Chrystus jako najwyższy sędzia, ale i Sprawiedliwość oraz – co może wydać się zaskakujące – sędziowie, zaczęli być utożsamiani ze Słońcem. Związek, jaki zachodzi pomiędzy jasnością, jaką dają słoneczne promienie, a sprawiedliwym wyrokowaniem, podkreślano nie tylko w sztuce, ale i w kazaniach wygłaszanych z okazji otwierania kolejnych sesji trybunałów w Lublinie i Piotrkowie. Wzięty jezuicki homileta Stanisław Kałuski, zachęcając deputatów do podjęcia sądowniczych obowiązków, zwracał się do nich następującymi słowami: „Wchodźcie Mościwi Panowie, czeka was Themis polska jako Słońc swoich”, podczas gdy konfrater jego, Jan Starzyński, był święcie przekonany o tym, że „sprawiedliwość w każdey Rzeczpospolitey iest iako Słońce”. Inny jezuita, Franciszek Maniecki, w zawoalowany sposób przypominał zaś sędziom o prawie każdego do sądu i obowiązku pozostania bezstronnym: „Słońce materialne równo złym i dobrym przyświeca, słońce sprawiedliwości dobrym iasność, złym zaś noc fatalną przynosi”.

I dziś niejeden sędzia uchodzi w oczach onieśmielonego otoczenia za Słońce. Niejednego uczestnika procesu wszechogarnia blask roztropności i wiedzy bijący od trybunału. To naturalnie nic złego. Przeciwnie, wymiar sprawiedliwości powinien otaczać odpowiedni majestat. Ważne jednak, by to czy inne Słońce Sprawiedliwości, obficie darząc światłem obecnych na sali, nie oślepiało samego siebie.

* Autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.

Opublikowano IUSTITIA 4(18)/2014, Varia | Skomentuj

Iran 2014

Hidżab

Na linii Baku – Teheran, w samolocie narodowych linii azerskich już nie ma piwa, którym mnie parę godzin temu częstowano, gdy leciałem z Pragi. Nie ma też tłoku, ale wszystko wygląda tak jak zazwyczaj, znudzeni pasażerowie czekają na lądowanie. Nagle, gdy samolot spokojnie przemieszcza się po płycie teherańskiego lotniska, zaczyna się wielkie poruszenie, wszystkie kobiety zakładają chusty. Jeszcze za czasów Rezy Pahlawiego pojawienie się w miejscu publicznym w hidżabie było zakazane, a alkohol powszechnie dostępny. W 1979 r. doszło do przewrotu, którego głównym autorem był ajatollah Ruhollah Chomeini, i zmiany zasad. Alkohol stał się nielegalny (kara chłosty), a na kobiety nałożono obowiązek noszenia w miejscach publicznych hidżabu, chusty zakrywającej włosy i szyję. Obecnie obowiązek ten nie oznacza szczególnej powściągliwości w ubiorze młodych Iranek, nie mówiąc o makijażu. Co więcej, w irańskich dużych miastach zjawiskiem powszechnym jest widok kobiet w spodniach i swobodnie narzuconych hidżabach. Jako, że byłem goszczony w irańskich domach, mogłem zauważyć, że tam kobiety cieszą się pełną swobodą ubioru. Nie stanowią natomiast nagminnego widoku na irańskich ulicach kobiety w burkach. Burka jest to szata okrywająca całe ciało, w tym twarz, a co więcej zasłaniająca oczy siatką. Kobiety tak ubrane widywałem w miejscach kultu religijnego, głównie w Maszhadzie. Przyjechały z pielgrzymami z sąsiedniego Afganistanu, w którym burki rozpowszechnili Talibowie. Od burek należy odróżnić nikaby. Są to stroje zakrywające ciało, w tym twarz z wyjątkiem oczu, na które niekiedy zakłada się ruchomą zasłonę. Kobiet w nikabach nie widziałem wiele, spotykałem je również w Maszhadzie, ale pamiętam je z krajów arabskich, głównie z Jordanii. Jeszcze innym strojem jest czador, który po hidżabach, jest w Iranie najpopularniejszy. Nie jest on tak ciężki i radykalny jak burka czy nikab, okrywa ciało od stóp do głowy, ale pozostawia odsłoniętą twarz.

Zoroastrańskie wieże milczenia, Jazd

Terroryzm

Około drugiej w nocy przy granicy z Beludżystanem żołnierze zatrzymują mój autobus. Następnie znika on w wojskowych koszarach. Pytam, co się stało? Kontrola. Kogoś szukają. W Beludżystanie trwają walki z separatystami. Niedawno porwano irańskich żołnierzy.Iran nie jest państwem jednolitym narodowościowo. Tylko 65% mieszkańców stanowią Irańczycy. W Iranie mieszka więcej Azerów, niż w samym Azerbejdżanie. Inni to Kurdowie, Lurowie, Beludżowie, Arabowie [należy pamiętać, że Irańczycy to nie Arabowie, ich języki i kultura znacznie się od siebie różnią, arabski, to język semicki (afroazjatycki), a farsi indoirański (indoeuropejski). Nie tylko dążenia separatystyczne dotykają Iran. Również terroryzm o podłożu religijnym. Znakomita większość mieszkańców Iranu to szyici. Zresztą Iran stanowi teokratyczne państwo szyickie. Szyizm jest jednym z trzech odmian islamu (obok powszechnego sunnizmu i rzadko występującego, egalitarnego i fundamentalistycznego charydżyzmu). Szyici, w konfrontacji z sunnitami, stanowią mniejszość w islamskim świecie i w przeszłości byli przez nich prześladowani. Pamiętają o tym, stąd powszechnie oddawana cześć męczennikom, w tym Imamowi Rezie. Ostatnie lata nie ustępują dalekiej przeszłości. W 1994 r. podczas modlitwy w meczecie Imama Rezy w Maszhadzie zamachowiec zabija 25 osób. W 2008 r. podczas zamachu w Sziraz w meczecie Hosseynieh Seyed ­al-Shohada ginie 12 modlących się, a 202 osoby zostają ranne. Rok później znowu płynie szyicka krew, 25 osób ponosi śmierć w wybuchu bomby w meczecie w Zahedanie.

Opublikowano IUSTITIA 4(18)/2014, Varia | Skomentuj

Nie lękajcie się!

Zgodnie z często stosowaną metodą zagajania, zaczynam od cytatu z klasyka, który jest tytułem „Mowy”. Klasyk jest tak znany, że wskazywanie go obrażałoby inteligencję czytających. A chciałbym, żeby tych czytających było więcej niż zwykle, bo ten tekst jest pisany nie tylko do Iustitian. Konkretnie – przede wszystkim do sędziów, którzy Iustitianami nie są. Chciałbym napisać: jeszcze nie są.

Najpierw dziwne pytanie: skąd się biorą sędziowie? Homo sapiens iuris to podgatunek szczególny, przekształcenie zwykłego Homo sapiens w sędziego jest procesem wielce skomplikowanym. Należąc do owego podgatunku od lat wielu, w tym przez cały okres III RP, zdążyłem dostrzec, że sposób powoływania sędziów ma ogromny wpływ na to, jacy oni potem są. I nie mam tu na myśli poziomu merytorycznego, wiedzy prawniczej, orzecznictwa. Chodzi o te cechy, które bardziej interesują mnie jako prezesa „Iustitii”, związane ze świadomością bycia sędzią, oceną rangi ustrojowej sędziego, poczuciem, kim się jest. I kim się być powinno.

Przez dziesiątki lat sędziowie generalnie „brali się” z aplikacji. Sądowa nie była tą wymarzoną – jeśli ktoś chciał zarabiać prawdziwe pieniądze, celował w adwokaturę, ale miejsca na aplikacji adwokackiej dzielono głównie poprzez kryterium genetyczne. Jeśli ktoś właściwych genów nie miał, mógł jednak zacząć od sądu po to, aby następnie uciec do adwokatury. Droga była dłuższa, ale do przebycia i wielu prawników po aplikacji sądowej rozpoczynało adwokacką lub odchodziło na nią z asesury.

Z dostaniem się na aplikację sądową było różnie. Tłok był w ośrodkach uniwersyteckich, po paru chętnych na jedno miejsce. Ale gdy w moim rodzinnym Szczecinie dopiero powstał uniwersytet, wydział prawa nie zdążył jeszcze wypuścić absolwentów. Niemal wszyscy chętni na aplikację byli wtedy przyjezdni, a w mojej osobie trafił się miejscowy, który niczego od sądu nie chciał poza pracą. Taki kandydat był na tyle cenny, że przyjęto go nawet… bez obronionej pracy magisterskiej. Obronę miałem bowiem wyznaczoną już po 1 września. A poza tym chętnych było tylu, ile miejsc. Takie były czasy.

Aplikacja trwała 2 lata i dawała pewność: przyzwoicie zdany egzamin sędziowski oznaczał miejsce na asesurze. Nie było rywalizacji. Nawet ocena dostateczna dać mogła asesurę, pod warunkiem, że nie była to trója z litości: „Damy tróję, ale proszę szukać sobie pracy gdzie indziej”. Aplikacja była jak przedłużenie studiów. Za to egzamin sędziowski był bardzo trudny i kosztował mnóstwo wysiłku i nerwów. Okazywało się wówczas, że jednak czegoś się nauczyliśmy. Zdecydowana większość aplikantów egzamin zdawała.

Aplikant zostawał asesorem. Gdy jechaliśmy na egzamin, nieżyjący już świetny szczeciński sędzia pożegnał nas słowami: „Ja bym tej komisji egzaminacyjnej powiedział, że nie święci garnki lepią, dajcie nam asesorów, a my z nich zrobimy sędziów”. I robili. A my, rozpoczynając asesurę, byliśmy w tym samym środowisku co przedtem. Często trafialiśmy do znanego z aplikacji wydziału. Patroni wiedzieli, gdy nas uczyli, że wkrótce dołączymy do nich, może usiądziemy przy sąsiednim biurku. Wiedzieli, że jeśli kiepsko nas nauczą, to będą za nas musieli pracować, a jeśli dobrze, to ulżymy im w obowiązkach. My zaś szybko przekonywaliśmy się, że możemy lepić owe garnki. I choć doświadczenia nam brakowało (pierwszy wyrok wydałem mając 25 lat, a asesor po trzydziestce był wtedy stary), to wielkich wpadek nie zaliczaliśmy. Czasem ktoś się nie sprawdzał i wylatywał z asesury, ale to był jeden na piętnastu – dwudziestu. System nie był idealny, ale działał.

Przy tym nikt z nas powołania na asesora, a potem na sędziego, nie uważał za łaskę losu. Należało na to zasłużyć, ale było to coś normalnego. Byliśmy oczywiście dumni, że zakładamy togi, że starsi koledzy z dnia na dzień zaliczają nas do swego grona, zaczynają do nas mówić po imieniu, jesteśmy jednymi z nich. Oczywiście dla niejednego była to nadal tylko droga do adwokatury (w tych pradawnych czasach radcowie prawni pracowali na etatach w przedsiębiorstwach, a notariat był państwowy). Odchodzili więc, a ci, którzy chcieli być „tylko” sędziami, zostawali.

Już w III RP zaczęły się zmiany. Wydłużono aplikację, bo więcej było materii: do sądów przeniesiono księgi wieczyste i sprawy gospodarcze. Potem nagle zaczęto przyjmować na aplikację o wiele większą liczbę chętnych, niż było potrzeba w sądownictwie. Oczywiście aplikantów musiał być pewien zapas, bo ten i ów egzamin oblewał, inny nie dostawał nominacji sędziowskiej po asesurze, a sędziowie odchodzili nie tylko planowo na emerytury (później w stan spoczynku), ale i do innych zawodów. Jednak ilość aplikantów wkrótce znacznie przerosła chłonność etatową sądownictwa. Asesorem zostawało się już tylko za najwyższe oceny egzaminacyjne. Powstała nowa grupa: egzaminowani aplikanci szukający zajęcia. Gdy powrócił zawód referendarza i wprowadzono asystenturę, tam trafiali ci z wynikiem egzaminu np. dobrym plus, a nie bardzo dobrym. Starali się o asesurę w późniejszym okresie. Jednemu się udawało, innemu nie.

Opublikowano IUSTITIA 4(18)/2014, Mowa prezesowa | Skomentuj

Wyłączenie sędziego w orzecznictwie ETPCz w świetle spraw polskich

W artykule przedstawiono problematykę wyłączenia sędziego w świetle orzecznictwa ETPCz w sprawach przeciwko Polsce. Omówiono cel instytucji wyłączenia, zaprezentowano statystyki spraw, w których stroną pozostawała RP, oraz dokonano analizy wybranych orzeczeń ETPCz.

[hidepost]

Wprowadzenie

Problematyki wyłączenia sędziego z postępowania dotyczy bogate orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Praktyczna waga tego zagadnienia powoduje, że także w Polsce pojawiły się liczne poświęcone mu publikacje. Warto jednak pokusić się o analizę wyłącznie spraw przeciwko Polsce (umownie określanych jako sprawy „polskie”). Wynik badań pozwoli stwierdzić, po pierwsze, czy linia orzecznicza ETPCz wykazywała w tym zakresie odmienności w porównaniu do dotychczasowych standardów i, po drugie, w jakich sprawach kierowanych przeciwko RP pojawiała się kwestia wyłączenia sędziego.

Wyłączenie sędziego w regulacjach EKPCz

Europejska Konwencja Praw Człowieka1 nie zawiera przepisu przewidującego expressis verbis obowiązek państw – stron EKPCz zagwarantowania w swoich systemach prawnych istnienia instytucji wyłączenia sędziego, tak z mocy ustawy (iudex inhbilis), jak i na wniosek strony procesowej (iudex suspectus). Niemniej gwarancja tego rodzaju pośrednio wynika ze sformułowania art. 6 ust. 1 EKPCz. Przepis ten statuuje prawo do rzetelnego procesu sądowego, którego bezwzględnym wymogiem jest rozpatrzenie sprawy przez bezstronny sąd. Ponieważ zaś podstawowym celem omawianej instytucji jest zapewnienie bezstronności postępowania, stąd możliwość wyłączenia sędziego ma być gwarancją przeprowadzenia rzetelnego postępowania. Jeśli zachodzi wątpliwość co do bezstronności sędziego, powinien on być wyłączony od udziału w rozpatrywaniu sprawy. W sprawie Micallef przeciwko Malcie2, ETPCz stwierdził wręcz, że system prawny nieprzewidujący generalnie nakazu wyłączenia sędziego w sprawach, w których rodzą się uzasadnione wątpliwości odnośnie do jego bezstronności, jest niewystarczający do zagwarantowania bezstronności sądu.

Artykuł 6 EKPCz:
Prawo do rzetelnego procesu sądowego

„1. Każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd ustanowiony ustawą przy rozstrzyganiu o jego prawach i obowiązkach o charakterze cywilnym albo o zasadności każdego oskarżenia w wytoczonej przeciwko niemu sprawie karnej (…)”.

 

Wyłączenie sędziego w orzecznictwie ETPCz

Zdaniem ETPCz, art. 6 ust. 1 EKPCz nakłada na każdy sąd orzekający obowiązek zbadania, czy zapewniona została bezstronność postępowania, w tym, czy nie zaszły okoliczności uzasadniające wątpliwości co do bezstronności sędziego3. Dotyczy to konieczności rozpoznania wszelkich zgłoszonych wniosków o wyłączenie któregokolwiek z członków składu orzekającego („Jest obowiązkiem sądu krajowego wykorzystanie wszelkich środków pozostających w zakresie jego władzy aby rozwiać jakiekolwiek wątpliwości, tak co do prawdziwości, jak i natury zarzucanych zdarzeń”4). ETPCz ustalił dwa testy służące ocenie, czy sąd jest bezstronny w rozumieniu art. 6 ust 1 Konwencji:

  •  pierwszy, test subiektywny polega na dążeniu do określenia osobistych przekonań konkretnego sędziego w konkretnej sprawie. Duże znaczenie może tu mieć nieproporcjonalna reakcja sędziego na złożony wniosek o jego wyłączenie. Może ona świadczyć o braku bezstronności. Bezstronność sędziego należy przy tym domniemywać, do czasu przedstawienia dowodu przeciwnego5;
  •  drugi, test obiektywny, polegający na ustaleniu czy sędzia przedstawił wystarczające gwarancje wykluczające jakiekolwiek uzasadnione wątpliwości co do jego bezstronności6. Ciężar oceny, czy argumenty sędziego są obiektywnie uzasadnione, spoczywa na sądzie.

Istotne znaczenie dla zaistnienia uzasadnionych podstaw („legitimate reasons”) do obaw o brak bezstronności sędziego ma opinia oskarżonego. Nie jest ona jednak decydująca („the standpoint of the accused is important but not decisive”). ­Decydujące jest bowiem ustalenie, czy obawy te są obiektywnie uzasadnione („objectively justified”)7. W tym zakresie ETPCz orzekł w sprawie Jasiński przeciwko Polsce8 m.in., że nawet sześciokrotne orzekanie o tymczasowym aresztowaniu w toku postępowania przygotowawczego przez tego samego sędziego nie stanowi, bez powstania innych, dodatkowych okoliczności, podstawy do uznania braku bezstronności sędziego. Także sama znajomość przez sędziego akt sprawy przed jej rozpoczęciem nie jest wystarczającą przesłanką do stwierdzenia braku obiektywności, a tym samym uznania za zasadne wyłączenia sędziego9. Niedopuszczalne w świetle wymogu bezstronności jest łączenie funkcji ścigania i orzekania10. Wątpliwość może także powstać w sytuacji, gdy sędzia orzekający w sprawie uprzednio był prokuratorem nadrzędnym nad osobami prowadzącymi w niej postępowanie przygotowawcze lub pełnił nadzór służbowy nad takimi osobami11.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(18)/2014, Temat numeru | Skomentuj

Warunkowe umorzenie postępowania w sprawach o przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii a orzeczenie przepadku

Środkiem reakcji karnoprawnej stosowanym wobec sprawców niektórych czynów przestępnych przewidzianych w przepisach ustawy z 29.7.2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii1 może być warunkowe umorzenie postępowania. Przedmiotem wspomnianych przestępstw mogą być zabezpieczone w toku postępowania karnego środki odurzające lub substancje psychotropowe. W związku z tym w niniejszym artykule przedmiotem analizy jest zagadnienie, czy w razie zastosowania instytucji warunkowego umorzenia postępowania sąd może orzec przepadek przytoczonych środków lub substancji. Bardzo często w praktyce wymiaru sprawiedliwości dochodzi jednak również do takiej sytuacji, gdy przedmioty czynów przestępnych określonych w przepisach ­NarkU zostały zabezpieczone u sprawcy wraz z innymi rzeczami, które służyły lub były przeznaczone do ich popełnienia. W dalszej kolejności poddano pod rozwagę, czy rozstrzygnięciu procesowemu polegającemu na warunkowym umorzeniu postępowania może towarzyszyć orzeczenie przepadku przedmiotów, które były przeznaczone lub służyły do popełnienia czynów określonych w przepisach ­NarkU. Celem uzupełnienia uwag materialnoprawnych, należało udzielić odpowiedzi na pytanie dotyczące kwestii procesowej, a mianowicie w jakich stadiach postępowania karnego w przypadku warunkowego umorzenia postępowania karnego może zostać zastosowany przepadek przedmiotów przestępstwa, a także przepadek narzędzi przestępstwa.
[hidepost]

Wprowadzenie

Środkiem reakcji karnoprawnej stosowanym wobec sprawców niektórych czynów przestępnych przewidzianych w przepisach NarkU może być warunkowe umorzenie postępowania. Wspomniana instytucja może mieć zastosowanie w przypadku tych przestępstw przewidzianych w przepisach NarkU, których ustawowe zagrożenie karą nie przekracza 3 lat pozbawienia wolności (art. 66 § 2 KK)2. Ponadto, w razie spełnienia przesłanek określonych w art. 72 ust. 2 NarkU, warunkowe umorzenie postępowania może wchodzić w grę w przypadku przestępstw przewidzianych w przepisach ­NarkU, których ustawowe zagrożenie karą nie przekracza 5 lat pozbawienia wolności (art. 72 ust. 4 zd. 1 NarkU)3.

Przedmiotem wspomnianych przestępstw mogą być zabezpieczone w toku postępowania karnego środki odurzające lub substancje psychotropowe. W związku z tym w niniejszym opracowaniu przedmiotem analizy należy uczynić zagadnienie, czy w razie zastosowania instytucji warunkowego umorzenia postępowania sąd może orzec przepadek przytoczonych środków lub substancji. Bardzo często w praktyce wymiaru sprawiedliwości dochodzi jednak również do takiej sytuacji, gdy przedmioty czynów przestępnych określonych w przepisach NarkU zostały zabezpieczone u sprawcy wraz z innymi rzeczami, które służyły lub były przeznaczone do ich popełnienia.

Wobec powyższego, w dalszej kolejności w niniejszym opracowaniu należy również rozważyć, czy rozstrzygnięciu procesowemu polegającemu na warunkowym umorzeniu postępowania może towarzyszyć orzeczenie przepadku przedmiotów, które były przeznaczone lub służyły do popełnienia czynów określonych w przepisach NarkU.

Podjęta w niniejszym opracowaniu analiza wskazanych na wstępie zagadnień jest uzasadniona z uwagi na ich istotne znaczenie z punktu widzenia praktyki organów wymiaru sprawiedliwości rozpoznających sprawy o przestępstwa określone w przepisach NarkU. Podkreślić należy, że nie były one do tej pory przedmiotem rozważań w literaturze, jak również brak jest opublikowanych orzeczeń sądów powszechnych4, a także orzeczeń Sądu Najwyższego dotyczących tej problematyki.

Przedmioty przestępstwa

Podstawy przepadku przedmiotów przestępstwa jako środka karnego, a także jako środka zabezpieczającego, zostały przewidziane w Kodeksie karnym. W przepisach ­NarkU wprowadzono jednak szczególne podstawy nakazujące orzeczenie przepadku środków odurzających lub substancji psychotropowych stanowiących przedmiot czynności wykonawczej czynów zabronionych określonych w przepisach NarkU.

Podejmując próbę określenia podstawy prawnej umożliwiającej orzeczenie przepadku przedmiotów przestępstwa w razie warunkowego umorzenia postępowania karnego, należy zatem w pierwszej kolejności odwołać się do przepisów NarkU. Z tego punktu widzenia trzeba już w tym miejscu wyrazić zapatrywanie, według którego podstawą prawną wspomnianego rozstrzygnięcia nie może być przepis art. 70 ust. 1 NarkU. Z wykładni językowej tego przepisu wynika bowiem, że zakres jego zastosowania ogranicza się wyłącznie do skazania sprawcy za przestępstwa w nim wymienione, a bezspornie warunkowe umorzenie postępowania nie jest skazaniem, będąc odrębnym rozstrzygnięciem przedmiotu procesu.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(18)/2014, Prawo karne | Skomentuj

Twój język Cię zdradza – czy „anonimowy cyberstalker” to oksymoron?

„(…) język nie służy już do tego, by przekazywać pewne treści, lecz by wytworzyć coś innego, coś ponad to, co bezpośrednio się mówi” (O. Reboul)

Wprowadzenie

Celem niniejszego tekstu jest skrótowe omówienie jednego z aspektów lingwistyki kryminalistycznej, jakim jest ustalanie autorstwa kwestionowanych wypowiedzi, ze szczególnym ukierunkowaniem na problematykę cyberstalkingu. Zasygnalizowano problem możliwości określania stopnia prawdopodobieństwa przypisania autorstwa (wykonawstwa) tekstu osobie na podstawie treści pisanej (wymuszenie rozbójnicze, groźba karalna, przywłaszczenie autorstwa), możliwość analizowania anonimu jako śladu kryminalistycznego, ustalania intencji nadawcy komunikatu poprzez semantyczną pragmatyczną interpretację znaczeń językowych1. W artykule wskazano na następujące kwestie: rozwój językoznawstwa sądowego w Polsce, w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, zwrócono uwagę na konieczność przyswojenia nie tylko podstaw wiedzy o języku polskim, ale i dysponowania umiejętnością wyróżnienia cech stylowych, określenia typów błędów językowych. Analiza zawartości treściowo-językowej dokumentów zawiera składnik emocjonalny, co związane jest z posiadaną wiedzą na temat językowych uwarunkowań wyrażania emocji, zarówno negatywnych, jak i pozytywnych. Poruszono kwestię portretu psychologicznego nadawcy (autora i/lub wykonawcy) tekstu na podstawie zidentyfikowanych cech językowych. Zostały przybliżone (w ogólnym zarysie) cechy języka komunikacji internetowej (netspeak), a także wybrane elementy składni wyrażeń emocjonalnych. Powyższe rozważania służyć mają wskazaniu możliwości profilowania sprawcy (autora/wykonawcy) poprzez analizę elementów stylu, błędy językowe lub cechy netspeak. W ramach lingwistyki kryminalistycznej lingwista zajmuje się, z jednej strony, ustalaniem intencji nadawcy komunikatu poprzez semantyczną i pragmatyczną interpretację znaczeń językowych, np. w sprawach o groźbę karalną, pomówienie czy zniewagę. Drugi obszar obejmuje ustalanie autorstwa wypowiedzi, a zatem próbę identyfikacji osób na podstawie treści mówionej lub pisanej (wymuszenie rozbójnicze, groźba karalna, przywłaszczenie autorstwa).

[hidepost]

Lingwistyka kryminalistyczna w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i w Niemczech

Lingwistyka kryminalistyczna (lingwistyka sądowa/językoznawstwo sądowe, ang. forensic linguistics, niem. forensische Linguistik) rozwija się w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Niemczech2.

W Niemczech badacze proponują szerokie ujęcie lingwistyki kryminalistycznej, jako części lingwistyki, ujmując przydatność analizy lingwistycznej dla celów wykonywania prawa, w tym pod kątem przydatności dla dyskursu sądowego/na sali sądowej3. Federalny Urząd Kryminalny w Niemczech (Bundeskriminalamt; BKA) w ramach Instytutu Technik Kryminalistycznych, stworzył obszar badań w zakresie ustalania autorstwa tekstów sprawców i dysponuje znacznym korpusem w tym zakresie4. Lingwistyka kryminalistyczna w pracach badaczy niemieckich rozumiana jest w szerokim ujęciu. Przykładowo, S. Schall5 rozróżnia język prawny/aktów prawnych (Sprache der Gesetze), dyskurs sądowy (Sprache vor Gericht) oraz język sprawcy (Sprache des Täters).

Rozróżnienie typu Rechtslingustik i forensische Linguistik nie jest przestrzegane w literaturze angloamerykańskiej.

[/hidepost]

Opublikowano Bez togi, IUSTITIA 4(18)/2014 | Skomentuj

Sędziowie w podbitym kraju. Oficjalne sądownictwo polskie w Generalnym Gubernatorstwie 1939–1945

Niniejszy artykuł dotyczy całkowicie nieznanego aspektu historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Celem moim było przedstawienie tematu we wszystkich aspektach, od formalnego po czysto ludzki. Materiały zbierałem, gdy ludzie, o których piszę, jeszcze żyli. Artykuł podaję w wersji wydrukowanej za granicą1. Jestem przekonany, że krajowa społeczność sądownicza odniesie się do niego z zainteresowaniem, bowiem – moim zdaniem – wypełnia on dotkliwą lukę w opisie przeszłości zawodu.

[hidepost]

Uwagi wstępne

Potoczny obraz okupowanej Polski nie obejmuje wszystkich polskich instytucji publicznych. Jest jeden wyjątek, dotyczący mianowicie tzw. policji granatowej. Postać granatowego policjanta utrwaliła się w wielu kliszach – od filmu „Zakazane piosenki” po współczesne filmy o czasach okupacyjnych2, od literatury prawniczej po wspomnienia. Niektóre powieści i filmy związane z Holocaustem również eksploatują wątek tej policji, w dowolny sposób rozstrzygając o jej podległości wobec Niemców.

Rozważania swe ograniczam jedynie do GG. Bliższe zapoznanie się z historią okupowanego kraju pokazuje wielość funkcjonujących polskich podmiotów publicznych.

Pragnę zająć się jedynie prezentacją funkcjonowania oficjalnego sądownictwa polskiego na terenie GG. Podkreślam słowo „oficjalnego”, bowiem tematyka sądownictwa podziemnego została już wielokrotnie i kompetentnie opisana3. Nie będę też omawiać historii adwokatury, posiadającej swoje bogate piśmiennictwo. Mam świadomość podjęcia tematu pionierskiego, o którym nikt obszernie nie pisał4. Oparłem się na źródłach historycznych, tekstach prawnych i licznych rozmowach z ówczesnymi prawnikami, zapisanych przed wieloma laty – większość z moich rozmówców obecnie już nie żyje5.

Organizacja sądownictwa do wybuchu wojny

Do września 1939 r. sądownictwo powszechne miało organizację trzystopniową, składającą się z 7 sądów apelacyjnych, 45 sądów okręgowych i 550 sądów grodzkich. Siedzibami sądów apelacyjnych były miasta: m.st. Warszawa, Wilno, Lwów, Poznań, Lublin, Kraków i Katowice. Funkcjonowały ponadto: Sąd Najwyższy, Najwyższy Trybunał Administracyjny, Inwalidzki Sąd Administracyjny oraz sądownictwo pracy, realizowane przez sądy samoistne bądź działające przy niektórych sądach grodzkich. Kadra sądowników obejmowała ok. 3200 sędziów i ok. 500 asesorów. Odmienne niż dzisiaj było usytuowanie prokuratury, działającej niejako wewnątrz aparatu sądowego na poziomie Sądu Najwyższego oraz wszystkich sądów apelacyjnych i okręgowych. Środowisko sądowe było więc nieliczne, jego elitarność była oczywista.

Nieocenionym dokumentem ułatwiającym analizę organizacji terytorialnej w połączeniu z obsadą personalną jest „Kalendarz. Informator sądowy 1939”, odnotowujący imiona i nazwiska sędziów i prokuratorów, a w tym: personalia prezesów sądów apelacyjnych i okręgowych oraz kierowników sądów grodzkich, pełne składy sędziów danego sądu, obsadę personalną Ministerstwa Sprawiedliwości i jego agend, składy poszczególnych izb SN i NTA, sędziów śledczych. Szkoda, że reformujące się polskie sądownictwo zaprzepaściło do tej pory szansę zdecydowanego powrotu do przedwojennego nazewnictwa, które miałoby znaczenie i praktyczne, i symboliczne zarazem. Szkoda, że prawodawcy o tym zapomnieli, aczkolwiek umowa koalicyjna AWS-UW zapowiadała pozytywne rozstrzygnięcie tej kwestii6.

Organizacja sądownictwa podczas okupacji

Kończy się kampania wrześniowa. Polska zostaje podzielona zgodnie z paktem Mołotow-Ribbentrop. Na części ziem polskich, przypadłych Niemcom, powstaje Generalne Gubernatorstwo, popularnie zwane Generalną Gubernią (GG). Urzędowym organem promulgacyjnym został „Dziennik Rozporządzeń Generalnego Gubernatora dla okupowanych terenów polskich”, wychodzący w wersji dwujęzycznej – polskiej i niemieckiej7. W tymże dzienniku znajdują się akty prawne stanowiące o zasadach prawnych funkcjonowania polskich sądów. Niemcy z jednej strony, akceptują kontynuację polskiego systemu prawnego, a z drugiej strony – ingerują weń w sposób zasadniczy. I tak np. utrzymują strój urzędowy sędziego w jednym akcie prawnym, a w drugim znoszą – Sąd Najwyższy. Wróćmy jednak do przepisów, które ukazały się w okresie od października 1939 r. do marca 1940 r.

Dnia 26.10.1939 r. stwierdzono, że na terenie GG będą istniały dwa sądownictwa: niemieckie i polskie. Obywatele narodowości niemieckiej podlegali w całości sądownictwu niemieckiemu. Miało ono zajmować się również „ściganiem zamachów na bezpieczeństwo i autorytet Rzeszy i Narodu Niemieckiego oraz życie, zdrowie i własność obywateli narodowości niemieckiej”.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(18)/2014, Prawo ustrojowe | Skomentuj

Problemy prawne zastosowania instytucji gwarancji zapłaty za roboty budowlane. Wybrane zagadnienia

W niniejszym artykule omówiono przepisy regulujące gwarancję zapłaty za roboty budowlane. Poruszone zagadnienia zakresu zastosowania oraz przesłanek nabycia szczególnych uprawnień pokazują niedostatki regulacji, która z pewnością będzie sprawiać trudności w jej praktycznym stosowaniu. Najwięcej wątpliwości budzi ocena prawna braku udzielenia przez inwestora gwarancji zapłaty; czy oznacza to naruszenie zobowiązania, czy stanowi przesłankę nabycia szczególnych uprawnień przez wykonawcę. W tym ostatnim wypadku, wykonawca nie będzie mógł żądać naprawienia szkody wyrządzonej nieudzieleniem gwarancji zapłaty. Niejasność omawianych przepisów, sprzyjająca obiektywizacji odpowiedzialności inwestora, może stać się prostym narzędziem wykorzystywanym przez wykonawców do uwalniania się od niewygodnych dla nich kontraktów.
[hidepost]

Wprowadzenie

Gwarancja zapłaty za wykonanie robót budowlanych jest stosunkowo nową instytucją wprowadzoną ustawą z 9.7.2003 r. o gwarancji zapłaty za roboty budowlane1. Pomimo swojego niedługiego obowiązywania, wywołuje olbrzymie kontrowersje na gruncie praktycznego zastosowania, co jest szczególnie obserwowalne w procesach sądowych dotyczących sporów budowlanych. Z funkcjonalnego założenia celem tej instytucji było wyeliminowanie nieuczciwych praktyk występujących na rynku usług budowlanych, polegających na powszechnym uchylaniu się od terminowego regulowania płatności za wykonane usługi. Powodowało to powstawanie zatorów płatniczych, szczególnie groźnych dla małych i średnich przedsiębiorców2. Znamienne jest, że w wyroku z 27.11.2006 r.3 Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją art. 4 ust. 4 oraz art. 5 ust. 1 i 2 ZapłRobBudU, wskazując na konieczność ponownego przeanalizowania przez ustawodawcę całej instytucji gwarancji zapłaty, łącznie z zagadnieniem jej umiejscowienia. Ustawą z 8.1.2010 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny4 zostały wprowadzone nowe przepisy (art. 6491–6495 KC) regulujące gwarancję zapłaty za roboty budowlane5. Pomimo upływu ponad 4 lat obowiązywania nowej regulacji, wciąż budzi ona wątpliwości w takich kwestiach jak zakres jej zastosowania, charakter, forma i warunki skuteczności żądania gwarancji zapłaty, a nawet rodzaj i treść szczególnych uprawnień wykonawcy na wypadek jej nieuzyskania. W pewnym sensie problem oceny tej instytucji przerzucony został na sądy, które rozstrzygając spory budowlane wielokrotnie zmuszone są dokonywać samodzielnych ustaleń w wyżej wskazanym zakresie. Dodając do tego coraz częściej pojawiające się przypadki odstępowania od umów przez pozostających w oczywistej zwłoce wykonawców, wydaje się, że konieczna staje się ponowna, ostrożna analiza przepisów dotyczących gwarancji zapłaty6.

Zakres zastosowania gwarancji zapłaty

Analizę zakresu przedmiotowego regulacji należy podzielić na dwie części, stosownie do ukształtowania tej instytucji w obowiązujących przepisach. W świetle rozpoczynającego regulację art. 6491 KC, „gwarancji zapłaty za roboty budowlane inwestor udziela wykonawcy (generalnemu wykonawcy) w celu zabezpieczenia terminowej zapłaty umówionego wynagrodzenia za wykonanie robót budowlanych”. Chodzi zatem o stosowanie gwarancji zapłaty w stosunkach inwestora z wykonawcą (generalnym wykonawcą). Zgodnie z kończącym unormowanie art. 6495 KC, „przepisy art. 6491–6494 stosuje się do umów zawartych między wykonawcą (generalnym wykonawcą), a dalszymi wykonawcami (podwykonawcami)”, a więc mowa jest tu o stosunkach między wykonawcami. Obydwa przepisy niedwuznacznie świadczą o świadomym zabiegu ustawodawcy, a mianowicie odrębnym unormowaniu zakresu zastosowania gwarancji zapłaty w odniesieniu do dwóch wyróżnionych relacji. Można z tego zasadnie wywodzić, że nie każda umowa między wykonawcami będzie kwalifikowana jako umowa o roboty budowlane, ponieważ przeczyłoby to temu wyróżnieniu. Potwierdza to orzecznictwo, które często zwraca uwagę, że samo uczestnictwo w procesie inwestycyjnym nie przesądza o rodzaju zawartej umowy7.

1) Gwarancja zapłaty udzielana przez inwestora

Węzłowym zagadnieniem stosowania gwarancji zapłaty w relacji do inwestora jest określenie zakresu przedmiotowego umowy o roboty budowlane, albowiem status inwestora uzależniony jest od zawarcia tej nazwanej umowy. Określenie kręgu uprawnionych do żądania gwarancji oraz jego adresatów będzie zatem prostą konsekwencją przyjęcia takiej czy innej definicji umowy o roboty budowlane. Wniosku tego nie zmienia brzmienie art. 6491 § 1 KC, zgodnie z którym inwestor ma zabezpieczyć wynagrodzenie „za wykonanie robót budowlanych”, a nie za „oddanie obiektu”, czyli jak chce tego definicja umowy o roboty budowlane zawarta w art. 647 KC. Przepis art. 6491 § 1 KC wyraźnie odsyła bowiem do pojęcia inwestora, a przez to do definicji umowy o roboty budowlane. Poza tym sens odesłania zawartego w art. 6495 KC zasadza się na poszerzeniu zakresu stosowania instytucji gwarancji zapłaty do umów niebędących umowami o roboty budowlane. W tej sytuacji brak jest potrzeby rozszerzania zakresu gwarancji zapłaty o umowy, w których wykonawca zobowiązuje się wykonać nie „obiekt”, a „roboty budowlane”8.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(18)/2014, Prawo cywilne | Skomentuj

Edytorial

Szanowni Czytelnicy,

Niniejszy numer otwiera artykuł dr hab. Jacka Barcika „Wyłączenie sędziego w orzecznictwie ETPCz w świetle spraw polskich”. Problematyka ta ma znaczenie podstawowe, co wynika z konieczności zagwarantowania rzetelnego postępowania jako jednego z aspektów prawa do sądu (art. 6 ust. 1 EKPCz oraz art. 45 ust. 1 Konstytucji RP). Poruszonych w nim zostało wiele interesujących kwestii, które także w orzecznictwie sądów polskich wywołują daleko idące rozbieżności. Potwierdzeniem tego była dyskusja prowadzona podczas konferencji „Iudex suspectus w teorii i w praktyce”, z której sprawozdanie opracował sędzia Tomasz Zawiślak. Zapraszam do dzielenia się swoimi uwagami na temat uregulowania tej instytucji i jej funkcjonowania.

Zachęcam do lektury tekstu z zakresu prawa cywilnego materialnego, autorstwa radcy prawnego Adama Marcinkiewicza, „Problemy prawne zastosowania instytucji gwarancji zapłaty za roboty budowlane. Wybrane zagadnienia”. Blok karny wypełnia artykuł współpracującego z Kwartalnikiem sędziego dr. Piotra Gensikowskiego „Warunkowe umorzenie postępowania w sprawach o przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii a orzeczenie przepadku”.

W numerze stosunkowo dużo miejsca poświęcamy zagadnieniom pozaprawnym. Na szczególną uwagę zasługuje historyczny tekst radcy prawnego Mariana Sworzenia, „Sędziowie w podbitym kraju. Oficjalne sądownictwo polskie w Generalnym Gubernatorstwie 1939–1945”. Autor współpracował m.in. z „Kulturą Paryską”. Zupełnie inny charakter ma artykuł „Twój język Cię zdradza – czy »anonimowy cyberstalker« to oksymoron?” prof. zw. dr hab. Jadwigi Stawnickiej. Pani Profesor omawia w nim jeden z aspektów lingwistyki kryminalistycznej, jakim jest ustalanie autorstwa kwestionowanych wypowiedzi, ze szcze­gólnym ukierunkowaniem na problematykę cyberstalkingu.

Pomimo starań i przeprowadzonego wywiadu pewne trudności sprawiły, że numer ukazał się bez niego. Na łamy powracają zawsze chętnie czytani sędzia Dariusz Drajewicz z artykułem o Iranie oraz dr hab. Maciej Jońca z tekstem „Sol Iustitiae”, który kończy swoje opracowanie konstatacją: „I dziś niejeden sędzia uchodzi w oczach onieśmielonego otoczenia za Słońce. Niejednego uczestnika procesu wszech­ogarnia blask roztropności i wiedzy bijący od trybunału. To naturalnie nic złego. Przeciwnie, wymiar sprawiedliwości powinien otaczać odpowiedni majestat. Ważne jednak, by to czy inne Słońce Sprawiedliwości, obficie darząc światłem obecnych na sali, nie oślepiało samego siebie”.

Podpisując się pod tym stwierdzeniem Pana Profesora, życzę Państwu dobrej lektury,

Krystian Markiewicz
Redaktor Naczelny

Opublikowano Edytorial, IUSTITIA 4(18)/2014 | Skomentuj

Obniżenie dochodów większości sędziów sądów rejonowych

W Sejmie trwają prace nad zmianami ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw (druk nr 2680)1. W trakcie prac w podkomisji sejmowej Ministerstwo Sprawiedliwości przekonało posłów, aby w tym projekcie wprowadzić niekorzystną dla sędziów zmianę w sferze finansowej. Zmiana ta ma spowodować pozbawienie prawa do zwrotu kosztów dojazdu do miejsca pracy wszystkim sędziom, którzy jeszcze nie awansowali (de facto wszystkim sędziom sądów rejonowych). Pozbawieni zwrotu tych kosztów będą też wszyscy sędziowie, którzy mają do sądu mniej niż 20 km.

Podkomisja sejmowa w swoim sprawozdaniu rekomenduje wprowadzenie nowego brzmienia art. 95 § 3 PrUSP, który ma brzmieć:

„§ 3. W razie uzyskania zgody, o której mowa w § 2, sędziemu który awansował na wyższe stanowisko sędziowskie przysługuje zwrot kosztów przejazdu z miejsca zamieszkania do siedziby sądu, siedziby wydziału zamiejscowego lub siedziby ośrodka zamiejscowego utworzonego poza siedzibą sądu, ustalonych na zasadach obowiązujących przy ustalaniu wysokości należności przysługujących pracownikom z tytułu podróży służbowej na obszarze kraju. Zwrot kosztów jednak nie przysługuje, jeżeli odległość od miejsca zamieszkania do siedziby sądu, siedziby wydziału zamiejscowego lub siedziby ośrodka zamiejscowego jest niższa niż 20 km oraz jeżeli zmiana miejsca służbowego nastąpiła w wyniku orzeczenia kary dyscyplinarnej, o której mowa w art. 109 § 1 pkt 4, oraz orzeczenia sądu dyscyplinarnego o przeniesieniu sędziego na inne miejsce służbowe ze względu na powagę stanowiska”.

Okazuje się, że wszyscy ci sędziowie, którzy kandydowali na stanowiska sędziowskie w odległych sądach, zakładając, że nie stracą na tym finansowo, mogą zostać z dnia na dzień postawieni w sytuacji faktycznego obniżenia ich dochodów o 10–20%. Zmiana ta może zachwiać procesem nominacyjnym. Może ona również wywołać perturbacje przy przywracaniu zlikwidowanych sądów, gdyż część sędziów może z tego powodu nie chcieć powrócić do orzekania w dalej położonych sądach i złożyć wnioski o przydzielenie ich do sądów położonych bliżej miejsca zamieszkania. Nie jest również zrozumiałe dyskryminowanie sędziów rejonowych. Wszystkie te zmiany zbiegają się zarazem w czasie z doniesieniami o tym, w jaki sposób niektórzy posłowie nadużywali bez jakiejkolwiek kontroli prawa do zwrotu kosztów wyjazdów służbowych.

Czy komisja sejmowa przyjmie tę poprawkę, przekonamy się wkrótce.

(BP)

1 Dostępny na: www.sejm.gov.pl.

Opublikowano Sprawy bieżące | Skomentuj